Tagi

, , , , , ,

PrzejsciePrzez lata miałam taką zasadę, żeby nie wracać do już przeczytanych książek. Wychodziłam po prostu z założenia, że jest tyle ciekawych tytułów na rynku, że szkoda tracić czas na powtarzanie lektur, nawet tych najlepszych. Ostatnio jednak z wielką przyjemnością powróciłam do książek, z którymi miałam styczność wiele lat temu (cykl o Ani Shirley, cykl o Emilce Byrd Starr, ale także „Polka” czy „Ostatni jednorożec”). Ponowne sięgnięcie po „Przejście” Connie Willis pozornie nie było wcale takie oczywiste. Przyznam jednak, że coś silnego ciągnęło mnie do tej książki już od dłuższego czasu.

„Przejście” czytałam wiele lat temu, ale już wtedy książka zrobiła na mnie naprawdę wielkie wrażenie. Przykuła mnie do siebie od pierwszych stron i nie chciała wypuścić z kleszczy fabuły. A trzeba przyznać, że nie jest to zadanie łatwe – książka jest pokaźnych rozmiarów, ma prawie 900 stron, a mimo miękkiej okładki gdy ją postawić na półce, to nie ma szans by się sama przewróciła – nie potrzebuje oparcia przy tak szerokim grzbiecie. :)

To nie jest klasyczna fantastyka. Pierwsze skojarzenie to thriller medyczny, bo jednak tło naukowe jest bardzo ważne i bardzo szczegółowo przedstawione. Sama tematyka jest przy tym niezwykle intrygująca, a Connie Willis wykorzystuje ten temat w pełni, z niezwykłym wyczuciem i talentem. Główną bohaterką powieści jest psycholog Joanna Lander, zajmująca się badaniami nad doświadczeniami granicznymi na terenie szpitala. Rozpoczyna ona współpracę z neurologiem Richardem Wrightem, który pracuje nad nowym projektem badawczym również związanym z tym tematem. Od tego punktu zaczyna się cała opowieść i intryga, niezwykle starannie spleciona, trzymająca w napięciu przez wiele setek stron i wciągająca na całego. Naprawdę, czytałam książkę już jeden raz, ale za drugim razem również nie mogłam się oderwać.

Nie zdradzę nic z fabuły, bo byłby to straszny nietakt – warto samemu zapoznać się z tą historią. Książka ma zresztą mnóstwo zalet, które nie zawsze spotykają się razem w jednej powieści. Po pierwsze ma świetną intrygę, o której już wspomniałam, bardzo starannie skonstruowaną, opartą na wątku naukowym. Po drugie jest naprawdę bardzo dobrze napisana, językiem plastycznym, a przy tym rytmicznym i niezwykle przyjemnym w czytaniu. Po trzecie jest niesamowicie dynamiczna jak na historię, która opowiada o badaniach naukowych i dzieje się głównie na terenie szpitala – bohaterowie (szczególnie Joanna) wciąż biegają po korytarzach, unikają jednych osób i poszukują innych. Sam szpital zresztą, ze swoimi korytarzami połączonymi na podobieństwo labiryntu, też jest bohaterem całej opowieści. Po czwarte otrzymujemy bohaterów sympatycznych, ale przy tym bardzo zróżnicowanych, wyraźnie zarysowanych i dających się lubić. Również osoby z dalszego planu zdarzeń nie są anonimowi, nawet jeśli Willis nie wnika zupełnie w prywatność poszczególnych postaci (również Joanny). Po piąte i ostatnie – umiejętnie wplecione w historię elementy grozy. Historia trzyma w napięciu, ale sama tematyka śmierci klinicznej wzbudza niepokój i Willis umie to naprawdę świetnie wykorzystać, nie popadając przy tym w żadną przesadę.

Po ponownej lekturze stwierdzam, że „Przejście” należy do moich ulubionych powieści i nie wykluczam wcale, że za kolejnych kilka lat znów po nią sięgnę. Wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu jej temat, nie każdemu też musi odpowiadać styl pisarski samej Willis, ale ja dałam się jej uwieść i nie żałuję – w czasie lektury znów przeżyłam fantastyczną przygodę. Polecam więc z czystym sumieniem „Przejście”. To jak dotychczas moja pierwsza styczność z prozą Connie Willis, ale czuję się niezwykle zachęcona, żeby sięgnąć po inne jej książki, które czekają na półce. :)

Reklamy