Tagi

, , , ,

Filary_ZiemiNie czytałam dotąd niczego Kena Folletta, chociaż słyszałam o miniserialu, który powstał na podstawie tej najbardziej znanej jego powieści. Nie widziałam go jednak, nie mogę więc porównać go do książki. Inna sprawa, że pewnie nigdy nie sięgnęłabym po książkę (półki mi się uginają od wielu innych, bardziej intrygujących książek, zawsze więc się waham po co następnego sięgnąć) gdyby P. mnie któregoś razu nie zapytała o „Filary Ziemi”. Postanowiłam sprawdzić co to za powieść i usiadłam do czytania. Ponieważ jednak jest to naprawdę opasłe tomiszcze, trochę trwało nim je „wchłonęłam”.

Jest to powieść historyczna, dziejąca się w Anglii w XII w. Obserwujemy dzieje kilkorga powiązanych ze sobą bohaterów na przestrzeni wielu lat. Tłem dla historii jednostek jest wojna domowa w Anglii – walka o koronę, tworzenie się politycznych sojuszy, zdrada i podstęp. Obserwujemy co dzieje się wśród możnych, ale nasza uwaga skupia się na niepozornych z początku osobach – Tomie Budowniczym, który razem z rodziną pilnie poszukuje pracy, Philipie, przeorze niewielkiego klasztorku usytuowanego w lesie i na Alienie, córce hrabiego, która razem z bratem stacza się w nędzę. Z biegiem lat ich dzieje związują się ze sobą, a bohaterowie przestają być nieistotnymi, szarymi ludźmi. Po zawiązaniu akcji i przedstawieniu wszystkich osób dramatu, pojawia się wątek kluczowy – budowa nowej katedry w Kingsbridge, która potrwa długie lata i będzie wciąż sabotowana. Ponieważ jednak Follett ma lekkie i wprawne pióro, to z wielką inwencją rozgrywa całą intrygę.

Książka ma jedną naprawdę wielką zaletę – niesamowicie wciąga. Follett nie tylko napisał naprawdę długą powieść, ale potrafił nadać jej niezwykły dynamizm, wykorzystując do cna możliwości jakie dają machinacje polityczne i realia epoki. Historia ma kształt sinusoidy – przeciwnicy naszych bohaterów znajdują sposób, żeby utrudnić im życie, a bohaterowie walczą o to, żeby nie dać się pokonać i ostatecznie wychodzą ze starcia obronną ręką. Czytelnik wciąż więc jest trzymany w napięciu, a autor z niezwykłą pomysłowością podsuwa kolejne komplikacje, które mogą zaważyć na istnieniu Kingsbridge i na szczęściu bohaterów. Książka zawiera wszystko to, co powinna: bohaterów negatywnych, którzy knują, psują, komplikują, a przy tym nie dają się lubić, bohaterów pozytywnych, którzy niezłomnie walczą z przeciwnościami, a są przy tym szlachetni, silni i emocjonalnie bliscy czytelnikowi, i ten niezwykły, podniosły cel, który wszystko napędza. Całość podlano apetycznym sosem romantyczno-politycznym, z wielką miłością, wątkiem samorealizacji i odrobiną erotycznej pikanterii. Follett nie unika też jednak brutalności i stara się przybliżyć nam pokręconą, odstręczającą osobowość Williama Hamleigha, który jest gotowy na wszystko, byle tylko dać upust swym ohydnym uczuciom. W ogólnym rozrachunku jednak dobro wygrywa, zło zostaje ukarane (a nawet w niektórych przypadkach dostaje możliwość pokuty) i czytelnik kończy lekturę usatysfakcjonowany. Wszystkie porozpoczynane wątki zostają bardzo zgrabnie zamknięte, nie mamy więc wrażenia niedopowiedzenia czy zaniedbania.

Podczas lektury miałam bardzo klarowne odczucie, że nie obcuję z książką wybitną. Jest to powieść dobra, wartka, zgrabnie napisana, starannie skonstruowana i pomysłowa, ale nie jest to rewelacja, która zapiera dech i otwiera przed nami nowe wymiary literatury. Nie jest to jednak wcale wada – książka i tak mocno przykuwa uwagę czytelnika i daje dużo radości z lektury. Są momenty, kiedy naprawdę trudno się od niej oderwać. Dlatego jeśli macie trochę czasu i lubicie historyczne powieści, to nie wahajcie się – „Filary Ziemi” są naprawdę godne uwagi. Polecam. :)