Tagi

, , , , ,

Kwiat_sliwy_mroczny_cienO „Opowieściach rodu Otori” pisałam swego czasu sporo dobrego – cykl niezwykle mi się podobał i ani przez chwilę nie wątpiłam, że po kolejną książkę Lian Hearn sięgnę z takim samym zainteresowaniem. Gdy więc pojawiła się jej powieść „Kwiat śliwy, mroczny cień” szybko po nią sięgnęłam i rozpoczęłam lekturę.

Lian Hearn pozostaje wierna klimatom japońskim, z których jest znana i w których wyraźnie znakomicie się czuje. Inaczej jednak niż przy „Opowieściach rodu Otori” postanowiła tym razem użyć nie tyle samego japońskiego sztafażu, co stricte napisać powieść historyczną. Wybrała bardzo burzliwy i trudny dla Japonii okres – czas konfliktów wewnętrznych związanych z chęcią obalenia shogunatu i równocześnie czas otwarcia się Japonii na świat, kiedy to do jej brzegów zaczęły przybijać amerykańskie i europejskie statki. Hearn wybrała na swoją bohaterkę i narratorkę (ponownie pisze w pierwszej osobie, co najwidoczniej najbardziej jej odpowiada) córkę lekarza, Tsuru, która swoim talentem i ambicjami zdecydowanie wyrasta poza rolę, którą kultura narzuciła jej jako kobiecie. Tsuru pragnie być prawdziwym lekarzem, tak jak ojciec, uczyć się nowych metod leczenia i rozwijać się, ale nie jest to wcale proste. Jej oczami widzimy burzliwe przemiany w Japonii, do których wciągnięci zostaną jej bliscy.

Akcja powieści rozciągnięta jest na wiele lat, zaczyna się w roku 1857 i kończy w 1867. Razem z Tsuru poznajemy wiele historycznych postaci, które odegrały swoją rolę w dziejach Japonii. Autorka podzieliła powieść na trzy części, a w każdej z nich zamieściła pojedyncze rozdziały skupione głównie na bohaterach historycznych. Powieść napisano językiem przyjemnym, ale nie tak wyrazistym jak „Opowieści rodu Otori”. Narracja nie jest zbyt wartka, czytelnik styka się z mnóstwem imion i nazwisk (bohaterowie często przybierają nowe imiona, więc jest tego naprawdę sporo), a akcja nie rozkręca się błyskawicznie. Nie jest to tak szybka i lekka lektura jak się spodziewałam. Wynika to też z tego, że sam temat, a więc i wybrany na tło fabularne okres w Japonii jest wielowymiarowy. Hearn stara się czytelnikowi możliwie jak najbardziej ułatwić odbiór powieści: na samym początku daje krótki rys historyczny, następnie zamieszcza listę bohaterów fikcyjnych i postaci historycznych razem z krótkim opisem oraz słowniczek pojęć japońskich. W samej powieści również stara się streszczać sytuację polityczną kraju, dzięki czemu całość jest bardziej przejrzysta. Jest to jednak powieść zupełnie inna od „Opowieści rodu Otori”, w której traci trochę głębia psychologiczna bohaterów. Hearn na tyle mocno skupiła się na odmalowaniu przemian w Japonii, że jako czytelniczka nie zdołałam się w pełni związać z Tsuru, nawet mimo narracji pierwszoosobowej i jej bardzo burzliwego życia (ambicja, namiętność, miłość).

Powieść jest ciekawa i na pewno godna uwagi dla kogoś, kto interesuje się Japonią. Trzeba jednak przygotować się na to, że to zupełnie coś innego niż „Opowieści rodu Otori” i nowa powieść Hearn wymaga od czytelnika zdecydowanie większego skupienia i uwagi. W moim przypadku nie było mowy o „połknięciu” książki w ekspresowym tempie. Wciąż ją podczytywałam i na chwilę odkładałam, żeby odpocząć. Nie można jednak zignorować pracy, jaką Hearn włożyła w zebranie niezbędnych materiałów i odtworzenie realiów życia w ówczesnej Japonii. Cieszę się, że przeczytałam tę książkę, ale nie wiem czy będę do niej jeszcze wracać, bo nie poruszyła mnie na tyle, żeby trafić na moją listę ulubionych.

Reklamy