Tagi

, , , , , ,

Jutro_przyplynie_krolowaDużo słyszałam o tej książce zanim po nią sięgnęłam. Wszystkie opinie obracały się wokół pozytywnych wrażeń: warto przeczytać i reportaż ten słusznie został nominowany do reporterskich nagród. To, że przy okazji jest szokujący, to już inna rzecz.

Jakoś tak już jest, że dobra książka nie musi mieć tysiąca stron. Starczy, żeby tekst był zwięzły, konkretny, i obroni się bez kłopotu. W tym przypadku jest właśnie tak – razem z autorem poznajemy tajemniczą wyspę Pitcairn i jej mieszkańców. Pitcairn nie zaistniałoby nigdy, gdyby nie słynny bunt na „Bounty” (znany choćby z filmu z Melem Gibsonem i Anthony Hopkinsem). Obecnie żyjący na malutkiej wyspie Pitcairneńczycy to właśnie potomkowie buntowników, którzy stworzyli sobie nowy dom w dziczy. Można pomyśleć, że taka mała społeczność miała szansę na stworzenie raju dla siebie w pięknych okolicznościach przyrody, i że pewnie tę szansę wykorzystała. Niestety Maciej Wasielewski pokazuje, że życie na wyspie nie wygląda wcale kolorowo, a do ideału jest mu bardzo daleko.

Bunt na „Bounty” jest wśród wyspiarzy źródłem dumy, bo daje im poczucie posiadania historii. Przy tym mała społeczność robi wszystko, żeby nie dopuścić do siebie dziennikarzy, bo wcale nie chcą rozgłosu. Zamykają się przed światem zewnętrznym i nie chcą, żeby ktokolwiek wtrącał się w ich sprawy. Są jednak w pełni zależni od brytyjskiego rządu, bo wyspa daje im ograniczone możliwości rozwoju – przy tym mało statków do nich dopływa i na kolejną dostawę brakujących produktów czekają wiele miesięcy. Piętnują tych, którzy uciekli z wyspy i osiedlili się gdzie indziej (np. w Nowej Zelandii), kładą nacisk na dobro społeczności i starają się podtrzymać iluzję, że wyspa jest rajem. Chętni do osiedlenia się na Pitcairn przechodzą bardzo drobiazgową rekrutację, a żeby dostać się na nią na określony czas potrzebny do zebrania materiałów, autor uciekł się do podstępu i długo żył w napięciu czy wyspiarze go nie zdemaskują.

Kilka osób zgodziło się opowiedzieć o tym, co dzieje się na wyspie. Autor opisał to, do większości tajemnic dotarł jednak z trudem, bo wyspiarze nie byli wcale chętni do zwierzeń. Nie uderzał jednak w sensację, ale postawił na niezwykle silną i przejmującą prostotę. Bo czy trzeba ubarwiać prawdę? Czy Pitcairn nie jest idealnym przykładem na to, że człowiek potrafi sam sobie stworzyć najgorsze piekło na ziemi? Zło, które pleni się na wyspie, skomplikowana zależność między wyspiarzami oraz napięcie, w którym wszyscy żyją, odbija się na mieszkańcach. Pitcairneńczycy nie są wylewni, mili, przyjacielscy, ale twardzi i zamknięci w sobie, nieufni, a dokonywane pod płaszczykiem niedopowiedzeń zło czyni ich jeszcze bardziej nieprzyjemnymi, pogłębia piętno, które noszą w sobie do końca życia. Dotyczy to głównie kobiet, dla których nawet ucieczka z wyspy nie jest do końca wyzwoleniem (bo jak uciec przed wspomnieniami, przed strachem?), ale i mężczyźni w kolejnych pokoleniach powielają schemat, od którego nie sposób się uwolnić. Wyspa i niezależność, której wyspiarze bronią staje się jednak ich największym więzieniem, które degraduje całe nieduże społeczeństwo. A skomplikowane relacje pomiędzy Pitcairneńczykami najlepiej są widoczne podczas rozprawy sądowej, która odbywała się w Wielkiej Brytanii. Cała ta historia wciąga od pierwszych stron i emocje po lekturze zostają w czytelniku na długo.

Można się zastanawiać czy Pitcairn przetrwa, czy spadająca liczba mieszkańców nie jest oznaką upadku. Myślę, że jak najbardziej jest. Bez nadzoru, rządząc i sądząc się samodzielnie, wyspiarze nie zdołali zbudować społeczności stabilnej, zdrowej, rozwijającej się. To nie jest miejsce gdzie by się chciało żyć, a jednak wciąż są ludzie, którzy chcą się tam przenieść. Jesteśmy świadkami swoistego „kiszenia się we własnym sosie”, degeneracji. Na wyspie rodzi się coraz mniej dzieci, nad czym ubolewa starsze pokolenie. Jak jednak mieć dzieci w takim miejscu i wśród takich ludzi? Pozostaje też pytanie o czym jeszcze nie wiemy, bo autor do tego w swoim śledztwie nie dotarł? Aż strach pomyśleć. To jednak, co otrzymujemy w „Jutro przypłynie królowa” i tak robi wrażenie. Warto się zapoznać z tą historią.

Reklamy