Tagi

, , , , , ,

Straznicy_Gakaktyki

Niedawno postanowiliśmy pójść do kina na „Strażników Galaktyki„. Trailer swego czasu bardzo mi się podobał (ach, ten wielki przebój „Hooked on a Feeling” Davida Hasselhoffa w tle!), ale ponieważ nie znałam komiksowego pierwowzoru to nie wiedziałam czy film do końca trafi w mój gust. Mieliśmy jednak okazję spędzić dzień bez dziecka, które świetnie bawiło się u Dziadków, więc wykorzystaliśmy go między innymi na kino. :) Wybraliśmy wersję z napisami w 2D bo 3D zupełnie do mnie nie przemawia, o dubbingu nawet nie wspominając.

W kinie zostałam pozytywnie zaskoczona. Film jest bardzo zgrabnie złożony z różnych świetnie znanych filmowych elementów z zachowaniem równowagi pomiędzy nimi, więc całość okazała się spójna. Mamy humor, sporo wzruszeń (i to już od samego początku gdy poznajemy głównego bohatera wali nas w głowy smutna scena zupełnie nie pasująca do komedii), trochę poświęcenia, wątek katharsis i dorastania, odrobinę romansu (niedopowiedzianego rzecz jasna) wciąż też coś się dzieje i nie odczuwamy dłużyzn. Mamy artefakt, który jest na celowniku głównego złoczyńcy Ronana, oraz łowców nagród w których ręce ten artefakt wpada. I oczywiście szalone zbiegi okoliczności, które przeprowadzają nas i naszą gromadkę dziwaków przez mały rollercoaster zdarzeń. Ciekawie dobrano tutaj bohaterów, którzy zaprzyjaźniają się ze sobą przy okazji ratowania galaktyki (to ratowanie też wychodzi im początkowo bez specjalnego planu), a są przy tym sympatyczną zbieraniną osobowości. Podobało mi się, że roli Petera Quilla nie powierzono żadnej opatrzonej twarzy z wielkim nazwiskiem. Znana jest oczywiście Zoe Saldana (Gamora), ale lubię ją więc nie powiem żeby mi się opatrzyła. Film kradnie Groot, to oczywiste, ale każdy z bohaterów jest uroczy na swój sposób i daje filmowi coś od siebie: wygadany Rocket, osiłkowaty Drax, nasz lowelas i cwaniaczek Quill, wyrachowana Gamora. Film zgodnie z prawidłami gatunku pokaże starą prawdę – przyjaciół poznaje się w biedzie i zwykle najbardziej niedorzeczny zbiór osobowości najlepiej się uzupełnia.

Humor to mocna strona filmu, a chociaż nie wszystkie żarty śmieszą do rozpuku, to jednak przy wielu scenach będziemy się mocno chichotać. Absolutnie genialny jest dobór muzyki – stare, świetnie znane przeboje dodają całości niesamowitego smaczku, łączą przyszłość z przeszłością, pozwalają widzowi czuć się swojsko i zbliżają go emocjonalnie do bohaterów. Strona wizualna również jest bardzo przyjemna i starannie zrealizowana. Nie przesadzono z efektami specjalnymi, ale nie poskąpiono też fajerwerków. Jest więc akurat, żeby dobrze się bawić.

Tę zabawną walkę sympatycznego, roztrzepanego Dobra z zadufanym w sobie Złem wieńczy rzecz jasna happy end i otwarte wątki, które aż proszą się o kontynuację. Całość trzyma się świata Marvela i Avengersów (wątek Kolekcjonera) oraz zaostrza apetyt na więcej. Chcę więcej! Chcę więcej Groota! :D

Reklamy