Tagi

, , , , ,

Czarnobyl_reaktor_strachuHorrory nie należą do mojego ulubionego gatunku filmowego. W zasadzie oglądam je dość rzadko, bo jestem strachliwa. R. też nie jest fanem – woli filmy z wartką akcją, ale niekoniecznie z potworami i fruwającymi w powietrzu flakami. „Czarnobyl. Reaktor strachu” obejrzeliśmy przypadkiem. Nagrałam go z HBO myśląc, że to dokument, okazało się jednak, że jest to horror „reportażowy”, którego popularność zapoczątkowało słynne „Blair Witch Project” (tyle tylko, że tutaj nie telepią kamerą na wszystkie strony). Nigdy nie rozumiałam popularności tego typu filmów, byłam więc na początku seansu rozczarowana. Potem jednak nie było już tak źle.

Główny bohater organizuje krótką ekstremalną wycieczkę dla siebie, swojego brata, jego dziewczyny i wspólnej znajomej. Dołącza do nich para kolejnych śmiałków, a do zamkniętej strefy na Ukrainie zawozi ich pokątnie Jurji (czy tam Uri). Oczywiście nie może z tego być nic dobrego – bohaterowie oglądają opuszczone osiedle (jest w tym postapokaliptyczny klimat, który jest największą zaletą całego filmu), ale nie jesteśmy w ogóle zdziwieni, że gdy chcą wracać to auto nie odpala. Następnie zapada wieczór i zaczyna się konkretna część filmu z konkretnymi, raczej idiotycznymi działaniami bohaterów.

Po tym filmie nie można spodziewać się zaskoczenia. Wszystko podąża utartym schematem, jest klasyczne i do bólu przewidywalne. Ale mam wrażenie, że takie właśnie było zamierzenie twórców – nie chce mi się wierzyć, żeby ktoś nakręcił to na zupełnie poważnie, bez chociaż małego mrugnięcia okiem do widza. Aktorzy nie są znani, a do bohaterów się nie przywiązujemy. Poszczególne trupy to po prostu kolejne kroki w fabule (zaznaczam od razu, że wątłej). Nie powiem, że film mi się podobał, ale nie oglądało się go źle i oboje bez większego bólu dotrwaliśmy do końca. Ponieważ jednak nie znamy się na horrorach, to nasza opinia nie może zostać uznana za miarodajną. To nie jest film ambitny, ani nawet średni horror. To jest po prostu film sklejony z ogranych motywów, bez porządnej puenty, bez większego sensu, a mimo to jakoś tam się toczący, trochę siłą bezwładu. Bohaterów nawet nie lubimy i w sumie nie bardzo nas obchodzi co się z nimi stanie. Sam pomysł na wykorzystanie Czarnobyla to samograj – miejscówka jest idealna na horror, wymaga jednak dobrego pomysłu. Tu oczywiście go nie było.

Ponieważ mieliśmy takie złe nastawienie, to film nas nie rozczarował. Jeśli ktoś lubi horrory, to pewnie i tak ten film obejrzy. Całość jednak żeruje na postapokaliptycznym klimacie Czarnobyla i trochę na nadziejach jaki mógłby być z tego fajny horror gdyby porządnie się do niego zabrać. Momentami bywa napięcie, ale tak naprawdę niewiele widać w ciemnościach poszczególnych kadrów i moje pierwsze skojarzenie było takie, że jest to film bardziej fanowski niż profesjonalny. Fanowskiemu filmowi można dużo wybaczyć i podczas seansu bawić się równie dobrze, co sami twórcy przy produkcji. W filmie profesjonalnym nie przejdzie to – tutaj mamy zupełnie inne oczekiwania, a i twórcy mają inne podejście. Dlatego myślę, że film można sobie swobodnie odpuścić – nie dlatego jednak, że jest jakiś kaszaniasty, czy szczególnie fatalny, ale dlatego, że jego oglądanie nie ma sensu. Nie oferuje nic, czego nie miałyby inne, lepsze filmy, jest takim czaso-zapychaczem. Jeśli ktoś ma nadmiar czasu wolnego, to spoko. Jeśli jednak ktoś żyje w wiecznym niedoczasie, to szkoda, żeby czas wolny marnował na taki absolutnie przeciętny, niespecjalny film. I tyle.

Reklamy