Tagi

, , , , , , , , ,

Dom_GrozySerial, który ostatnio pojawił się na kanale HBO, wzbudził od razu moje zainteresowanie. Mam ostatnio trudność z wygospodarowaniem czasu na większość tytułów, które mnie interesują, ale akurat „Dom grozy” miał szczęście i razem z „The Knick” załapał się na szczyt mojej listy „do obejrzenia”. Razem z R. jesteśmy już po 8 odcinkach 1 sezonu i czekamy na sezon 2. :)

Klimat całej historii przypomina mi trochę „The Knick” – mamy więc staroświeckie stroje i staroświecką scenografię, staroświecką technologię i wiedzę z tamtego okresu (koniec XIX wieku). Oraz (oczywiście) społeczeństwo podzielone na zamknięte warstwy, z olbrzymimi różnicami między biedotą i bogatymi wyższymi sferami. Serial jednak nie drąży tematyki społecznej – tutaj zainteresowanie skupia się na głębszych myślach, takich jak choćby temat śmierci, egoizmu, czy unikalności przeklętej przez swój wyjątkowy dar jednostki, która ma problem z przystosowaniem się do świata (a świat do niej). Wszystko dzieje w wiktoriańskim Londynie, niezbyt urodziwym i trochę dusznym, ale jeśli pamiętamy i lubimy „Sherlocka Holmesa”, to poczujemy się jak w domu. Moje pierwsze skojarzenie nie dotyczyło jednak Sherlocka. Pamiętacie „Ligę Niezwykłych Dżentelmenów”? No właśnie. :)

Nowoczesny typ serialu zakłada, że bohater interesujący dla widza, to bohater niejednoznaczny, z wielką i mroczną tajemnicą. Nikogo już nie rajcują postaci „białe”, jasne, szlachetne. To nie jest życiowe, to się nie sprzedaje (myślę, że stąd jest problem z unowocześnieniem Supermana i daniem mu odpowiedniego kopa). Podoba nam się niejednoznaczność i mrok. Tym tropem poszedł też twórca „Domu grozy”, John Logan. Swoich bohaterów zebrał razem i ukierunkował na pozornie szlachetny cel. Z biegiem historii dowiadujemy się jednak, że nic nie jest takie, na jakie początkowo wygląda. Zrozpaczony ojciec poszukujący uparcie zaginionej córki nie jest wcale dobrym człowiekiem, tajemniczy wykidajło jest pełen niespodzianek, a czarny sługa potrafi zachować zimną krew w każdej sytuacji. Jest też oczywiście wróg, wielkie zło, które równoważy nawet naszych niejednoznacznie pozytywnych bohaterów.

Fabularnie nie napotkamy wielkich zaskoczeń. Mamy modne tematy, które wciąż się sprzedają: wampiry (tym razem na szczęście w wersji bardziej horrorowej, a nie romantycznej), spirytystykę, demony i egzorcyzmy. Serial jest tylko dla dorosłych, więc w każdym odcinku mamy scenę erotyczną oraz sporo krwi. Niektóre sceny są dość drastyczne, ale dobrze przy tym zrobione i mają swój niezaprzeczalny klimat. Dobór bohaterów bardzo wspiera ten trend – sir Malcolm Murray to człowiek doświadczony w zabijaniu, o miłej, ale zdradliwej powierzchowności. Tak samo Ethan Chandler, który do końca pierwszego sezonu pozostaje tajemniczy. Chociaż prawda o nim ukazana w ostatnim odcinku nie zaskoczyła mnie ani trochę, to jednak wpasowuje się w kreację świata. W drugim sezonie czekam na wykorzystanie potencjału Doriana Graya, który dotychczas raczej mignął w tle. Jedyna kobieta w tym towarzystwie to Vanessa Ives, spirytystka, medium, pokutująca za stare grzechy, a przy tym nieprzenikniona i okrutna. Ten panteon dziwaków zamyka Victor Frankenstein – skupiony na odkrywaniu tajemnicy śmierci, a przy tym zmagający się z własnymi demonami przeszłości. Wiemy o nim niemal wszystko, ale myślę, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i może widzów zaskoczyć.

Do serialu przyciągają znane nazwiska. Timothy Dalton, którego nie lubię jako aktora, pasuje idealnie do roli Murraya i z miejsca mnie do siebie przekonał. Eva Green wyciska ze swojej postaci wszystko – jej Vanessa ma to, co mieć powinna, a nawet jeszcze więcej. Zagrane przez nią sceny opętania robią wrażenie, w czym pomaga jej też bardzo charakterystyczna uroda. Josha Hartnetta miło jest znowu zobaczyć w akcji – ostatnio nie było go zbyt wiele na ekranie. Najmniej odpowiada mi Reeve Carney w roli Doriana Graya – jest bez wyrazu, ani urodziwy, ani hipnotyzujący. Taki tam wymuskany chłopaczek. Może w drugim sezonie aktor się rozkręci, ale nie liczyłabym na to.

Nie jest to serial, który uznam za mój ulubiony. Mimo dramatycznych rozwiązań, elementów psychologii i starannego pogłębiania postaci, mam wrażenie, że jest niezbyt nowatorski i poza zebraniem ciekawych (i powszechnie znanych) bohaterów w jednym miejscu i czasie nie dopowiada nic nowego do znanych powszechnie motywów. Mimo to bardzo dobrze się go ogląda, przykuwa uwagę i trzyma w napięciu. Widać duży nakład pracy i środków w strojach i scenografii. Nie znajdziemy tu rozmachu z wielkimi plenerami, wszystko rozgrywa się raczej we wnętrzach, albo w wąskich ulicznych zaułkach, ale widać staranność detali (np. niby oczywista parująca herbata na stole).

„Dom grozy” nie jest serialem produkcji HBO – swoim logo reklamuje się w openingu Showtime, a HBO tylko dystrybuuje go dalej na swoich kanałach (podobnie jest z „The Knick”, który swoją premierę miał na kanale Cinemax, a HBO tylko go powtarza). Mimo to jakością wpasowuje się on w portfolio HBO, które dla serialofilów ma całkiem rozbudowaną ofertę. „Dom grozy” nie jest tak dobry jak „The Knick”, ale mimo wszystko wart jest uwagi, jeśli ktoś lubi takie horrorowe klimaty. Ja dotychczas nie lubiłam, ale serial obejrzałam z przyjemnością i niezaprzeczalnym zainteresowaniem. :)

Reklamy