Tagi

, , , , , , ,

Czerwony_MarsDo tej książki podchodziłam z ciekawością, ale jednak niepewnie. Tematyka wydawała mi się ciekawa, ale rozmiary książki wzbudzały obawy, czy nie wieje na jej kartach nudą i przegadaniem. Poza tym to dopiero pierwszy tom trylogii, więc jak już zacznę go czytać, to wewnętrzny przymus przeczytania całości przytrzyma mnie przy tym cyklu zapewne na dłużej niżbym chciała. Moje obawy okazały się jednak płonne.

Lubię science-fiction. Lubię temat podróży kosmicznych, eksploracji nowych światów – zostało mi to jeszcze z dzieciństwa, gdy sięgałam po fantastykę z domowej biblioteczki, a tam było sporo klasyki w klimatach space opera. W ostatnim czasie, w którym raczej odeszłam od czytania fantastyki, poczułam potrzebę zanurzenia się znowu w te przestrzenie. Temat zasiedlenia Marsa wydał mi się przy tym szalenie kuszący.

Głównymi bohaterami opowieści jest starannie wybrana setka naukowców różnych specjalności, którzy z Ziemi zostają wysłani na Marsa w celu przeprowadzenia badań i terraformacji. Sytuacja na Ziemi nie jest ciekawa, ludzkość boryka się z problemem braku surowców i przeludnieniem. Nie poznajemy oczywiście dokładnie każdego z członków wyprawy, bo setka naukowców to naprawdę spora grupa – najważniejszych jest kilka osób, które będą mocnymi punktami całej historii i będą miały realny wpływ na sytuację Marsa – zarówno tę społeczną jak i polityczną.

Robinson uczynił swoimi bohaterami ludzi starszych, naukowców, a więc typy specyficzne. To nie jest historia jak z amerykańskiego filmu, gdzie utytułowani mózgowcy mają po 20 lat i sa młodzi i piękni. Powieść jest pod tym względem zdecydowanie bardziej realistyczna. Wątek naukowy związany z terraformacją jest bardzo istotny, ale autor porusza zdecydowanie szersze spektrum tematów – i to nieustająco aktualnych. Czy mamy prawo zmienić Marsa tak, jak nam się podoba, niszcząc przy tym jego naturalne surowe piękno? A jeśli już go zmieniać to w jakim stopniu, w jaki sposób? Jak ma wyglądać dalsze zasiedlanie Marsa i jaka ma być jego relacja z Ziemią – czy ma być wyzyskiwaną kolonią, jedną wielką kopalnią, czy też powinien się uniezależnić? Sytuację komplikują też konflikty między „pierwszą setką” – każde z nich ma własne zapatrywania i rzutują one na to, jak Marsa postrzegają Ziemianie (duży wpływa mają tutaj też media, które relacjonują całą wyprawę). A Mars jest bardzo łakomym kąskiem, bo przepełniony jest złożami rzadkich metali, których ludzkość bardzo potrzebuje. Żeby jego eksploatacja nie była nadmiernie kosztowna, pojawia się pomysł windy grawitacyjnej, której budowa dużo zmienia. Ogólną sytuację polityczną dopełnia jeszcze obecność wielkich ponadnarodowych korporacji, które są siłą nawet większą od poszczególnych krajów i dają konkretne pieniądze na sprzęt i utrzymanie kolonii na Marsie. Bo umówmy się – Marsjanie nie są samowystarczalni. Mimo włożonej pracy i rozpoczęcia terraformowania nie są w stanie wyprodukować dla siebie wystarczającej ilości żywności, nie mają własnego sprzętu i potrzebują pomocy z zewnątrz, żeby przeżyć na Marsie. Jednak jeden z naukowców, tajemnicza Hiroko, nieoczekiwanie znika zabierając swoich zwolenników do nieznanej nikomu kryjówki. Wśród pierwszej setki następuje rozłam, a z czasem dochodzi do burzliwej rewolucji na Czerwonej Planecie.

Książka jest napisana dobrze, szybko się ją czyta i jest wciągająca. Nie odczułam dłużyzn, ale chociaż nie wszystkie wątki wydały mi się równie pasjonujące, to jednak fabuła trzyma poziom i jest spójna. Ponieważ jednak jest rozłożona w czasie, to napotykamy kilka przeskoków. Poznajemy dość dokładnie sytuację Marsa i jego relacje z Ziemią. Sytuacja wymaga delikatnych zabiegów negocjatorskich, tym bardziej, że niekontrolowany napływ imigrantów z Ziemi kończy się wybuchami buntu i akcjami zbrojnymi. Na tle tego wszystkiego śledzimy też kilka wątków romansowych, z czego najbardziej rozbudowany jest trójkąt John-Maja-Frank. Bardzo mi się podobało, że Robinson pokazuje siłę ludzkich namiętności niezależnie od wieku protagonistów. Sama kolonizacja Marsa zyskała też przez to realny wymiar ludzki. Nie udało się uniknąć kwestii technologicznych, które teraz, po latach, trącą w powieści myszką, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, a wręcz miało swój urok. Musimy pamiętać, że powieść ma 22 lata (jest z 1993 roku) i tego nie przeskoczymy, nie bez powodu jednak cykl został przecież nagrodzony Nebulą, Hugo i Locusem.

Z przyjemnością sięgnęłam od razu po drugi tom trylogii, „Zielony Mars”, a jako następny czeka „Błękitny Mars”. Ilość stron przestała mnie przerażać, bo już wiem czego się spodziewać i z wielkim zainteresowaniem będę śledzić dalsze losy kolonizacji Marsa. Ciekawe jak ta wielka przygoda ludzkości się skończy?

W planach jest też serial oparty na książce. Materiału do wykorzystania jest sporo, zdecydowanie więcej niż uniósłby jakikolwiek film, a serial może być naprawdę fajny. Pozostaje czekać na efekt. :)

Reklamy