Tagi

, , , , , , , , ,

RobocopPojawienie się nowego „RoboCopa” było zaskoczeniem, chociaż w sumie nie powinno być. Temat cyborgizacji nie wypadł z łask (jest też całkiem na czasie biorąc pod uwagę postęp technologiczny) szczególnie teraz, gdy efekty specjalne są tanie i łatwo można napakować do filmu sporo wodotrysków. Stary „RoboCop” Verhoevena nie należał do moich ulubionych filmów, ale kilka razy go widziałam. Nie można mu też odmówić kultowości, która zaowocowała nie tylko kolejnymi filmami, ale także serialem. Trailer nowego „RoboCopa” wzbudził we mnie mieszane uczucia, bo nie byłam pewna, czy do tej historii można dopowiedzieć coś istotnego. Jak się jednak okazało – niepotrzebnie się martwiłam.

Jest dobrze. Stary, ciężkawy, trochę mroczny „RoboCop” stał się nowoczesny i dynamiczny. Inaczej rozłożono akcenty i dzięki temu film nie wygląda jak powtórka z rozrywki. Ma przy tym odpowiednie napięcie i dramaturgię, wciąga i naprawdę może się podobać. Mnie np. bardzo przypadł do gustu.

Historia jest chyba wszystkim znana – dobry glina zostaje uratowany od kalectwa/śmierci poprzez cyborgizację i rusza na ulice miasta jako nowy typ policjanta – „Cyberglina”. Tyle tylko, że zrezygnowano z drastycznej sceny okaleczania Murphy’ego w akcji, a postawiono na zamach pod jego własnym domem. Nie ma to jednak większego znaczenia – efekt jest ten sam. Nasz bohater zostaje okrojony z uszkodzonych tkanek i zapakowany do zgrabnego, lśniacego, bardzo nowoczesnego pudełka. I musi nauczyć się tak żyć.

Decyzja o wprowadzeniu różnic w stosunku do filmu z 1987 roku można policzyć twórcom tylko na plus. Ponieważ jednak nie pamiętam tak dobrze filmu Verhoevena (muszę go sobie przypomnieć, pewnie z R. zorganizujemy sobie niebawem jakiś wieczorny seans), to podczas oglądania nowego RoboCopa nie skupiałam się w ogóle na śledzeniu tych róznic. Za to pozytywnie zaskoczył mnie sam wydźwięk filmu. Jak na film akcji zdecydowano się na poruszenie kilku interesujących dla całej historii wątków. Po pierwsze mamy wątek psychologiczno-dramatyczny: twórcy postanowili uwypuklić relację między Murphym i jego rodziną. To jego żona podejmuje decyzję o tym, żeby go cyborgizować. To ona daje mu drugie życie, chociaż tym samym traci go dla siebie i syna. Drugi, niemniej ciekawy wątek, to mechanizmy marketingowe stosowane przez Omnicorp, firmę, która stworzyła RoboCopa. Śledzimy bardzo aktualne dyskusje o tym, jak Robocop ma wspomóc firmę w sprzedaży innych robotów, jaki ma mieć wpływ na politykę (chodzi o uchylenie ograniczeń prawnych w Ameryce pod postacią ustawy Dreyfussa na korzystanie z robotów, która zmniejsza zarobek Omnicorpu). Człowiek, który zostaje podłączony do maszyny, staje się „własnością Omnicorpu”, a jego życie zależy tylko od planów biznesowych korporacji, dla której media, opinia publiczna i polityka to tylko środki na zarobienie gigantycznych pieniędzy. Świetnie pokazuje to osoba Raymonda Sellarsa, szefa Omnicorpu, który nie żywi do Murphy’ego żadnych osobistych uprzedzeń – kieruje się tylko interesem firmy. To wszystko wstawia jeszcze w nawias Pat Novak, którego fragmenty programu „The Novak Element” komentują fabułę i pokazują wpływ mediów na rzeczywistość. Jego kontrowersyjny program stara się (tak to zrozumiałam) iść „pod prąd” trendów, ale powoduje tylko utrwalenie opinii i wpada w pułapkę własnej kreacji. Nie jest też bynajmniej głosem zdrowego rozsądku, ale taką samą manipulacją jak wszystko wokoło.

Nowy „RoboCop” jest czysty i nowoczesny. Laboratoria są sterylne, wnętrza eleganckie, nawet cyborgizacja Murphy’ego jest czysta – nie ma żadnego zgrzytu między miękką, niezbyt urodziwą tkanką organiczną, a trwałym metalowym opakowaniem. Kombinezon Murphy’ego nie przypomina już żelbetonowego kloca, mamy smukłego, postawnego robota, który odchodzi od wizerunku czołgu na dwóch nogach, a staje się zwyczajnie… sexy. Dokładnie tak – nowy RoboCop jest bardzo sexy! Pomaga mu w tym powierzchowność Joela Kinnamana, który wygląda jak sympatyczny chłopak, a w kombinezonie prezentuje się bardzo fajnie – jego rysy i niski głos dobrze zgrywają się z wizerunkiem cybernetycznego stróża prawa, która ma wzbudzać zaufanie.

W filmie widzimy sporo znanych nazwisk, które na pewno dodają blasku całemu filmowi. Mamy więc Samuela L. Jacksona, Gary’ego Oldmana i Michaela Keatona obsadzonych w 3 kluczowych rolach. Najmniej wyrazista z tych ról, to Oldman, którego doktor Dennett Norton jest raczej klasycznym przykładem naukowca, który chce tylko pomagać, ale pozyskanie funduszy na badania wymaga od niego pewnego nagięcia się do niezbyt eleganckich wymogów. Kinnaman w roli RoboCopa jest sympatyczny, ale na pewno nie wyrazisty. Film daje pewną przestrzeń na kwestie psychologiczne i dramatyczne, ale jest to raczej niewielki margines. Kinnaman ma wyglądać i… wygląda.

Mam wrażenie, że premiera nowego „RoboCopa” przeszła bez większego echa. Trochę chyba niesłusznie. Nie wiem czy to początek nowej serii filmów, ale przyznam, że nie będę mieć nic przeciwko ciągu dalszemu. Seans był bardzo sympatyczny, a ja sama byłam filmem pozytywnie zaskoczona.

Reklamy