Tagi

, , , , , , , , ,

Dom_Grozy2Stało się. Wreszcie, po wielu miesiącach przestoju usiadłam do drugiego sezonu „Domu Grozy”. Nie powiem żebym czekała na ten sezon z wielkim utęsknieniem, ale zawsze przyjemnie jest wrócić do ciekawych bohaterów. Przyznam też, że sezon drugi pozytywnie mnie zaskoczył, czego tak naprawdę zupełnie się nie spodziewałam po trochę „nadmiarowym” sezonie pierwszym. Powiem nawet po cichu, że dopiero teraz zaczyna się (dla mnie) robić prawdziwie ciekawie…

Wracamy do Londynu, w którym nasza dość dziwaczna drużyna znowu musi zmierzyć się ze Złem. Tym razem nie chodzi o wampiry – stawka zdecydowanie podskoczyła. Historia znowu kręci się wokół Vanessy Ives, którą mamy okazję poznać lepiej, razem z kolejnym rozdziałem jej niezwykle bogatej (i mrocznej) przeszłości. Największą niewiadomą wciąż natomiast pozostaje Ethan Chandler, ale rozwój fabuły wskazuje, że sezon 3 wreszcie wykorzysta potencjał tego bohatera.

Nowe Zło nie jest jakoś specjalnie zaskakujące. Wszystko jednak elegancko się zazębia, a bohaterowie pokazują swój potencjał. Wątki nabierają rozpędu i powoli się ze sobą przeplatają. W trakcie seansu miałam uczucie, że każdy bohater musi odegrać swoją rolę. Viktor Frankenstein ze swoimi tworami ma swoje miejsce, Dorian Gray ma swoje, a Vanessa swoje. Znowu mamy też sceny nieprzyjemne, klimat całości pozostaje horrorowy, widać jednak sporą dbałość, żeby historia porządnie się rozbujała. Ma spory rozbieg, to prawda, a koniec sezonu jest mniej efektowny niż widz by oczekiwał, ale mam wrażenie, że najlepsze wciąż jeszcze przed nami.

To, co nie zaskakuje, to Eva Green, która do roli Vanessy pasuje jak mało kto. Jej chrypliwy głos, ostre rysy twarzy i niesamowite, wielkie oczy, nadają demonicznego charakteru granej postaci – tym bardziej, gdy zaczyna stroić miny i syczeć. Znowu są sceny, w których widza przechodzą ciarki. Sezon ten jest jednak trochę inny od pierwszego. O dziwo znalazło się miejsce na wątek miłosny, a nawet więcej niż jeden. Oczywiście nic nie jest takie, na jakie wygląda, nie doczekamy się więc prostych rozwiązań, ale wątki te powodują, że sezon jest trochę łagodniejszy w wymowie, trochę smutny i wydał mi się bliższy widzowi. Szkoda okrojonego udziału Murraya, ale fabuła wymagała wycofania go z pierwszego planu. Intryguje mnie też John Clare – jestem ciekawa jaka będzie jego rola w dalszej części historii, tym bardziej, że nasza drużyna rozpada się i w trzecim sezonie trudno nawet przewidzieć gdzie wątki będą kontynuowane – nie będzie to już raczej Londyn.

Razem z R. czekamy na sezon 3, który pojawi się dopiero w 2016 roku. Szybko nam to minie, bo przed nami jeszcze 2 sezon „The Knick”, a ja wciąż przecież śledzę „Grę o tron”. :)

Reklamy