Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Batman_v_SupermanZastanawialiśmy się z R. czy iść na ten film do kina. Opinie z pokazów przedpremierowych były raczej mieszane, albo wręcz mało przychylne. „Człowiek ze stali” nam się podobał, ale nie byliśmy pewni czy Ben Affleck w roli Batmana to taki dobry pomysł.

Trudno się dziwić DC Comics, że wzorem Marvela postanowiło zarobić kasę na swoich ikonicznych superbohaterach. Marvel rozbudowuje swój filmowy i serialowy świat w wielu kierunkach, DC Comics nie chce być gorsze – stąd też seriale typu „Flash”, czy planowane kolejne filmy kinowe, które pokażą wielowymiarowo DC Extended Universe. Batman i Superman są jednak bohaterami trudnymi filmowo, a jeśli jeszcze do historii zostaje wprowadzona Wonder Woman, to robi się prawdziwy ścisk.

Batman dostał niedawno swoją mroczną trylogię w wykonaniu Christophera Nolana i naprawdę trudno dopowiedzieć do tej historii coś więcej. Mimo to Zack Snyder próbuje – po raz n-ty oglądamy kluczową w życiu Bruce’a Wayne’a scenę zabójstwa jego rodziców i obserwujemy jego niezwykłą więź z Alfredem, przyjacielem i opiekunem (w tej roli świetnie wypada Jeremy Irons). Z drugiej strony mamy Supermana, czyli „pana idealnego”. Szczęśliwy w związku z Lois Lane, dopiero co zakończył walkę z Zodem, którą obserwowaliśmy w „Człowieku ze stali”. Pomiędzy nimi pojawia się Lex Luthor, szalony młody naukowiec, bardzo zainteresowany badaniami nad resztkami technologii z Kryptonu, jakie pozostały na Ziemi po wielkiej bitwie. W moim odczuciu Lex w wykonaniu Jesse’a Eisenberga nie wypada krwiście, ale raczej blado – nie przekonuje mnie i nie niepokoi. Ot, taki tam wariat, który dorwał się do kasy. Pozytywnie zaskakuje za to Ben Affleck. Nie ma łatwej roli, bo zawsze będzie porównywany z Christianem Balem, ale udaje mu się dodać do Batmana coś od siebie. No i Gal Gadot jako tajemnicza Diana Prince – jest jej w filmie mało, ale pojawia się jak złocista iskierka, która rozjaśnia cały film.

Sam główny konflikt między Batmanem i Supermanem jest sensownie przedstawiony, ale występuje wśród tylu innych wątków, że szybko się rozmywa. Teraz, gdy opadł bitewny kurz, ludzkość może się zastanowić nad rolą Supermana na Ziemi – jak powinien działać? przed kim odpowiadać? Jak Ziemia może sobie poradzić z herosem, który jest niezniszczalny i niczym bóg może mieć swoje humory. Są to dość ważkie pytania i film zaznacza je wyraźnie. Dyskurs jednak zanika, a z filmu nie wynika żadna odpowiedź gdzie powinno być miejsce superbohaterów.

Wyszliśmy z kina rozczarowani. Film się dłuży, jest przegadany, źle skomponowany – wspomnienia mieszają się z główną osią czasu, czasami nie wiadomo co się dzieje na ekranie. Wątków jest za dużo i żaden nie zostaje jakoś sensownie rozegrany. I coś, co po „Avengersach” jest trudne do zniesienia – powaga. Film jest pozbawiony zupełnie humoru, a jako dramat jest zdecydowanie zbyt mało emocjonalny. Nie wróży to dobrze wielkim planom filmowym DC Comics – filmy muszą mieć ikrę jeśli mają się sprzedawać. Wiem, że ani Superman ani Batman nie nadają się na wesołych kompanów, którzy puszczają żarciki. Ale zamiast filmu akcji dostaliśmy dwa ścierające się bohaterskie monumenty – było to do zaakceptowania w „Człowieku ze stali”, ale tutaj osiągnięto moment krytyczny. Nie pomagają efekty specjalne, do których widz przywykł już tak, że przestaje je widzieć. Historia musi się obronić, a ta się, niestety, nie broni. Otrzymaliśmy więc film drętwy, na który nie warto iść do kina – poczekajmy aż pojawi się w TV. Niewiele stracimy.

Reklamy