Tagi

, , , , ,

Jurassic_ParkKto po „Jurajskim Parku” Stevena Spielberga nie interesował się dinozaurami? Należę do tego pokolenia, które przeżyło wejście tego filmu do kin, zbierało naklejki i książki o wielkich gadach, a w przyszłości myślało o zostaniu archeologiem. ;) Tak, teraz brzmi to głupio, ale swego czasu „Jurajski Park” sporo namieszał w dziecięcych głowach. Wszyscy stali się specjalistami od dinozaurów.

Po książkę sięgnęłam bardzo szybko, zaraz po obejrzeniu filmu. Z racji wieku odbiór tej powieści był raczej płytki, a to co zauważyłam na samym początku, to olbrzymie różnice w stosunku do filmu (wróć – to film miał sporo zmian w stosunku do literackiego pierwowzoru, ale ja poznałam najpierw film i on był dla mnie punktem odniesienia). Teraz, po wielu latach, gdy w telewizji natknęłam się ponownie na filmowy „Jurajski Park” nabrałam chęci na odświeżenie sobie tej lektury. Pogrzebałam na półkach i wyciągnęłam zakurzony egzemplarz Srebrnej Serii Wydawnictwa Amber, nawet nie zdezelowany (książki nie mają u mnie trudnej egzystencji, rzadko dzieje im się krzywda). Ponownie wsiąkłam w historię.

Pomysł na książkę jest genialny, ale Michael Crichton miał niejeden taki pomysł i dlatego Hollywood tak lubiło ekranizować jego powieści. Mamy więc ekscentrycznego milionera Johna Hammonda, który postanawia na mglistej wyspie Isla Nublar stworzyć jedyny w swoim rodzaju park rozrywki, w którym główną atrakcją będą odtworzone ze skamielin dinozaury. Czytelnik poznaje więc historię parku, który (niestety, jak to w naturze bywa), wymyka się twórcom spod kontroli. Osobami, które jako pierwsze mają ocenić park jeszcze przed jego otwarciem są paleontologowie Alan Grant i jego studentka Ellie Sattler, wnuki Hammonda Tim i Lex Murphy, a także matematyk Ian Malcolm oraz prawnik Donald Gennaro. Cała ta grupa będzie miała pecha ujrzeć upadek parku.

Książka jest napisana wartko i czyta się ją dobrze. Elementy naukowe, które kiedyś nie były dla mnie ciekawe, teraz bardzo mnie zainteresowały. Książka podzielona jest w charakterystyczny, ułatwiający lekturę sposób – nie mamy więc długaśnych rozdziałów, ale mamy części (oznaczone jako kolejne iteracje), które podzielone są na rozdziały z tytułami, a te rozdziały podzielono na jeszcze mniejsze podrozdziały (często bardzo krótkie, ograniczone do jednej sceny). Jest dużo dialogów, poszczególne sceny naprzemiennie prowadzą narrację w kilku równoległych wątkach, a czytelnik otrzymuje na kilku stronach wiele informacji i dzięki temu czuje, że w książce wciąż się coś dzieje. Sama historia wymaga dodatkowo scen akcji – bohaterowie będą się wszak stykać z dinozaurami i uciekać przed nimi (tyranozaur i welociraptory dadzą im nieźle w kość). Bez trupów też się nie obędzie.

Crichton dość szeroko przedstawia tło akcji, wplata w historię losy ludzi, którzy przypadkiem zetknęli się z tym, co dzieje się na wyspie. Przybliża nam też korporację InGen, która zajmuje się budową parku i powiedziałabym wręcz że ten wątek korporacyjny jest bardzo wyraźnie przez niego zasygnalizowany – korporacja robi co chce i nie liczy się kosztami finansowymi czy ludzkimi. Film jest zupełnie pozbawiony tego wątku, książka za to ostrzega przed nadmiernym zaufaniem do korporacji i ich władzą. Inna jeszcze rzecz, którą obserwujemy od pierwszych stron powieści – to, co miało być zamknięte na wyspie, czyli w sposób naturalny oddzielone od reszty świata barierą wody, znajduje sposób, żeby ze swojego więzienia się wydostać. Jakim wielkim pyszałkiem jest człowiek, że myśli o sile własnej władzy i nie docenia naturalnych sił natury! Tym głosem rozsądku, który pobrzmiewa przez całą książkę, jest głos Iana Malcolma, absolutnego przeciwnika Parku Jurajskiego, który nie szczędzi są pesymistycznych komentarzy irytując zadufanego w sobie gospodarza. I, oczywiście, matematyk ma rację. Natura znalazła sposób, żeby się rozmnażać, wykorzystać każdą lukę w kontroli człowieka i rozprzestrzenić się poza wyspę. Ekscentryczny pomysł milionera i chęć zysku wielkiej korporacji zachłyśniętej możliwościami współczesnej nauki (szczególnie genetyki) może się skończyć wielką katastrofą ekologiczną, zupełnym zaburzeniem obecnie panującej równowagi w przyrodzie.

Wszyscy znamy fabułę „Parku Jurajskiego”. Mimo wielu lat, jakie minęły od publikacji książki, mimo opatrzenia się tematu dinozaurów i olbrzymich zmian w nauce (technologia użyta do kontroli parku wydaje się teraz, ćwierć wieku później, mocno przestarzała i mało wydajna), główny temat książki wciąż pozostaje aktualny. Nie chodzi wszak o technologię, ale o sposób myślenia, o nadmierną pewność siebie człowieka, jego zamiłowanie do kontroli, a tym samym wynikającą z tego naturalną skłonność do autodestrukcji. I pod tym względem książka ani trochę się nie zestarzała i wciąż warta jest uwagi. „Jurassic Park” wbrew tytułowi nie jest wcale powieścią o dinozaurach, ale o ludziach.

Reklamy