Tagi

, , , , , ,

Sprawa_Niny_FrankCoraz częściej sięgam po kryminały. Nie tylko one mnie interesują, ale są na tyle wciągające, że lubię do nich wracać. Przeczytałam już kilka bardzo różnych i póki co nie wykazuję żadnych preferencji co do specyfiki – czy muszą to być kryminały skandynawskie, czy też polskie. O zapoznaniu się z książkami Katarzyny Bondy myślałam już od jakiegoś czasu – szczególnie po przeczytaniu jej poradnika dla pisarzy „Maszyna do pisania”. Sięgnęłam więc po cykl o psychologu śledczym Hubercie Meyerze.

Osobą, której śmierć trzeba rozwikłać, jest tytułowa Nina Frank, bardzo popularna aktorka serialowa, której zmasakrowane zwłoki zostają znalezione w jej dworku na Podlasiu. Jak to zwykle bywa sprawa okazuje się bardziej skomplikowana niż się początkowo wydawało, a prawda o samej Ninie Frank okazuje się bardzo odbiegać od jej oficjalnego wizerunku. Tym bardziej, że najbardziej znana postać grana przez aktorkę to zakonnica, która nieustająco pomaga ludziom i jest wzorem do naśladowania (taki ksiądz Mateusz w habicie). Poznajemy oczywiście policjanta, który prowadzi śledztwo, podkomisarza Eugeniusza Kulę, który jest szefem posterunku w Mielniku nad Bugiem gdzie doszło do zbrodni, ale kluczową rolę odegra Hubert Meyer, popularny profiler, który z Katowic zostaje oddelegowany do tej sprawy w celu przygotowania profilu zabójcy, co ma dopomóc policji w jego schwytaniu. Wkład Meyera w śledztwo będzie istotny, ale on sam nie wybija się wcale na wiodącą postać historii. Oczywiście po drodze poznajemy jego problemy osobiste, nie obędzie się też bez kłopotów na polu zawodowym, ale kluczowa dla fabuły scena polowania na mordercę odbędzie się bez jego czynnego udziału.

Bonda pisze sprawnie i jej powieść czytało mi się dobrze. Historia jest jednak bardzo drobiazgowo rozbudowana, momentami aż do przesady. Śledzimy historię na kilku płaszczyznach – poznajemy świat oczami Kuli, Meyera, ale także ważną częścią są wspomnienia samej Niny Frank, która wprowadza czytelnika w swoją historię. Do tego Bonda poświęca dużo czasu na przedstawienie innych bohaterów, którzy też mają swoją rolę do odegrania. W kilku miejscach do głosu zostaje dopuszczony także morderca. Wszystko jest bardzo starannie skonstruowane, poszczególne punkty widzenia zazębiają się, historia Niny Frank jest przy tym dość niesamowita, a Bonda wplotła pewien element ezoteryczny, który może wzbudzić mieszane uczucia u czytelnika (ja nie jestem pewna czy mi on pasuje do całości, tak samo jak dwa ostatnie rozdziały, które rozbijają całą historię). Jest to na pewno interesujący kryminał, ale nie jestem do końca przekonana czy do mnie przemawia. Oczywiście sięgnę po pozostałe dwie książki o Hubercie Meyerze, bo niewykluczone, że kolejne części wykazują wyraźny wzrost jakości i będą zwyczajnie fajniejsze (o ile w ogóle kryminał może być „fajny”).

Warto czy nie warto? Podejrzewam, że większość zainteresowanych ma już za sobą styczność z pisarstwem Bondy i tylko ja jestem tak mocno do tyłu z nowościami. ;) Albo podpasuje ono, albo zupełnie zniechęci (znam osobę, która zaczęła jedną książkę Bondy i szybko ją odstawiła na półkę, bo historia zupełnie jej nie wciągnęła). Nie specjalizuję się w kryminałach, nie mam więc dużego porównania, ale Bonda na pewno ma swój rozpoznawalny styl i zwraca uwagę niezwykłym bohaterem (psycholog policyjny, czyli profiler to naprawdę intrygujący zawód i czytelnik z przyjemnością pozna specyfikę jego pracy). Poza tym nie można odmówić Bondzie tego, o czym pisała w swoim poradniku „Maszyna do pisania” – pracy włożonej w książkę. Widać pracę nad konstrukcją wszystkich bohaterów, nad tłem akcji, widać, że poszczególne wątki zostały przemyślane. Książka jako całość nie chwyta jednak za gardło i po niej trudno się zgodzić, żeby Bonda była „królową polskich kryminałów”. Ale pamiętajmy, że „Sprawa Niny Frank” to jej pierwsza książka, dlatego mimo wszystko nie zamierzam na niej poprzestać.

Advertisements