Tagi

, , , , , , , ,

Terminator_GenisysCzy jestem wielką fanką „Terminatora”? Bez przesady. Pierwsza część była dla mnie trochę zbyt mroczna, za to druga („Terminator 2: Dzień Sądu”) bardzo mi się swego czasu podobała i wciąż lubię do niej wracać. Trójka („Terminator 3: Bunt maszyn”) srodze mnie zawiodła, chociaż miała kilka dobrych momentów i np. R. bardzo ją lubi, za to odnośnie czwórki („Terminator: Ocalenie”) to jestem jedną z tych nielicznych osób, które naprawdę świetnie ją wspominają i żałuję, że historia jako „nowa trylogia” nie została pociągnięta dalej. No dobrze, myślałam tak dopóki nie pojawił się „Terminator: Genisys”, ale o tym za chwilę.

Bardzo się cieszyłam na ten film, chociaż nie wiedziałam do końca czego się spodziewać. W kinie okazało się, że film w pełni trafił w mój gust i byłam po seansie zachwycona. Rzadko mam takie uczucie, ale tym razem było ono podobne do zauroczenia jakiego doznałam przy „Avatarze”. Serio, serio. Przez ostatnie lata widziałam sporo naprawdę fajnych i dobrych filmów, ale niewiele z nich potrafiło dotknąć takiego punktu, który włączał we mnie zupełnie nowy tok myślenia. Trudno mi to wyjaśnić, bo nie chodzi tutaj o „ambitność” filmu, ani jego odkrywczość. Chodzi po prostu o sferę emocji, które oddziałują na mnie pozafabularnie. W przypadku najnowszego Terminatora tak właśnie się stało. Wychodząc z kina wiedziałam, że chcę ten film obejrzeć jeszcze raz, najlepiej po raz drugi w kinie. Nie udało się. Ale HBO niedawno przyszło mi z pomocą. :)

Pomysł na kontynuację serii jest genialny w swej prostocie: opowiedzmy pierwszego Terminatora jeszcze raz, ale inaczej. Dzięki temu mamy starych bohaterów w zupełnie nowej odsłonie. Wzbudziło to sporo kontrowersji i głosów krytyki. Emilia Clarke jako nowa Sarah Connor? Głosy były bardzo głośne: No way! Ja nie miałam takich odczuć. Nie lubiłam żylastej Lindy Hamilton, więc Clarke jak najbardziej mi pasowała. Jai Courtney jako Kyle Reese? Spoko, w „Szklanej pułapce 5” nie dał czadu, ale może tutaj sobie poradzi. No i Arnold Schwarzenegger – stary, ale jary. Twórcy świetnie wykorzystali jego wiek w fabule.

Film ma sporo humoru, jest dynamiczny, pełen efektów specjalnych i tym samym świetnie się go ogląda. To w końcu przede wszystkim wielkie widowisko. Wątek romansowy mi się podobał – nie był ani specjalnie uwypuklony, ani też nie przemilczany, ale jednak wyraźnie zaakcentowany. Courtney, chociaż nie ma fizjonomii amanta, potrafi spojrzeć maślanymi oczkami, a wyszczekana Sarah Connor ma przywary swojego wieku – pamiętajmy, że to bardzo młoda osoba, która (szczególnie w tej części) ma już za sobą naprawdę trudne doświadczenia. Można się dziwić, że cokolwiek połączyło tych dwoje, ale „miłość nie wybiera”, a szalona akcja i adrenalina w sposób naturalny ich do siebie zbliżą. Wisienką na torcie jest oczywiście sam Schwarzenegger, który świetnie się bawi w roli starego T-800, zaprogramowanego na bardziej ojcowskie zachowania (co potrafi być wzruszające, ale jest też źródłem komizmu). Fabularnie twórcy bardzo zgrabnie dostosowali wszystko do naszych czasów, byli w stanie też odpowiednio unowocześnić przeciwnika. Na plus zaliczam też zakończenie (optymistyczne i bardzo fajne), które otwiera nam dalsze możliwości rozwoju całej historii (z podstawowym pytaniem: kto wysłał Papsa w przeszłość?).

Myślę, że to bardzo udany powrót do serii. Nie bardzo rozumiem czemu przeszedł bez echa, a wręcz został uznany za klęskę (głównie w USA). Cieszę się, że ma pojawić się kontynuacja, chociaż niestety nie jest to wiadomość zbyt pewna – jest sporo innych kasowych tytułów, które zarobią tak kochaną przez wytwórnie filmowe kasę, na pewno większą niż kolejny Terminator. Mam przy tym nadzieję, że twórcy (dostawszy kolejną szansę) nie przedobrzą tylko wykorzystają potencjał tej opowieści. Szkoda, że na planie nie mógł się pojawić Robert Patrick jako T-1000, ale twórcy wybrnęli z tego obronną ręką – koreański aktor Byung-hun Lee spisuje się w tej roli całkiem nieźle, a Patrick ma już przecież swoje lata i cudów nie należy oczekiwać.

To nie jest film słaby, nie zgodzę się z tymi, którzy wieszają na nim psy. Nie jest idealny, ale nie dajmy się zwariować – ile filmów jest? Mogą nie pasować nowi aktorzy, którzy zmieniają wydźwięk znanych ról, ale sam film jest (w moim odczuciu) przemyślany i cieszę się, że powstał. Szkoda, że tym razem widzowie swoimi portfelami ponownie zagłosowali przeciw. Wychodzi na to, że sam James Cameron musi wziąć się za bary z Terminatorem jeśli film ma być hitem. Ale osobiście nie bardzo bym w to wierzyła – Cameron na lata utknął w swoim projekcie kontynuacji „Avatara”, na nic innego nie mamy co liczyć. Mimo wszystko jednak do filmu „Terminator: Genisys” kilkakrotnie już wracałam i wciąż wracać będę. I dobrze mi z tym. :)

Reklamy